niedziela, 12 maja 2013

closer to nature...


Podobnie wspominam Rumunię i Mongolię. Kraje wolne, jeszcze w dużej mierze dziewicze, wydaje się, że pozbawione kompleksów.
W Rumunii szukałam możliwości bycia biernym obserwatorem, tego co się w danej chwili dzieje. Udawało się to genialnie wcześnie rano, goniliśmy rytm życia miejscowych. Wstawaliśmy skoro świt i oglądaliśmy wioski. Piliśmy mocną, raczej mało wykwintną kawę w przydrożnym barze i szliśmy przed siebie. Mijaliśmy zaspanych ludzi na przystankach, samotnie pasące się krowy na zamglonych przestrzeniach, wczorajszych jeszcze pasterzy, wyprowadzających owce, zamknięte okiennice, raczej puste ulice, zgarniające tylko tych, którzy zaczynają dzień przed wschodem.




 
 




 
 

piątek, 15 lutego 2013

desert storm..

 
 
Coś jeszcze wybrałam z moich ulubionych wspomnień z Mongolii.. Byliśmy wtedy już jedną noga w Polsce, z pustymi kieszeniami, już trochę zmęczeni pojechaliśmy na ostatnią wycieczkę za Ułan Bator..celem podróży był Park Narodowy Gorchi Tereldż w którym wiało turystyczną nudą...z racji tego, szybko zboczylismy z trasy i trafiliśmy do pustego miasta Nalajch, gdzie dopadła nas pustynna burza...wyjęłam z dna torby aparat!