piątek, 15 lutego 2013

desert storm..

 
 
Coś jeszcze wybrałam z moich ulubionych wspomnień z Mongolii.. Byliśmy wtedy już jedną noga w Polsce, z pustymi kieszeniami, już trochę zmęczeni pojechaliśmy na ostatnią wycieczkę za Ułan Bator..celem podróży był Park Narodowy Gorchi Tereldż w którym wiało turystyczną nudą...z racji tego, szybko zboczylismy z trasy i trafiliśmy do pustego miasta Nalajch, gdzie dopadła nas pustynna burza...wyjęłam z dna torby aparat!






 
 







wtorek, 15 stycznia 2013

around us..


Nie wiem, czy wcześniej, zanim wzięłam aparat do rąk byłam tak uważna..bardzo dobrze, że fotografia pomaga nam intensywniej patrzeć na wszystko i zatrzymywać się na dłuższą chwilę, w miejscach, na pozór mało interesujacych, które są gdzieś tam i teraz wiem, że zasługują na moja uwagę. Gdy wyjeżdzamy, bardzo dużo chodzimy, nigdy wcześniej nie pokonywałam pieszo aż tylu kilometrów:-) i  czasem nie ważne jakie to zdjęcie będzie technicznie, ważne że je zrobiłam i teraz mogę na nie patrzeć.
W weekend pojechaliśmy za miasto i udawaliśmy, że zima to też przyjazna pora roku...














                                      


środa, 9 stycznia 2013




Wspominałam już o sadzie, na obrzeżach marokańskiej wioski. Spędziliśmy tam pół dnia obchodząc go wzdłuż i wszerz, oglądając wspaniałości tego przemyślanego nieładu. Co jakiś czas mijaliśmy pracujących na swoich kawałkach ziemi mężczyzn..Na pierwszy rzut oka było to całkowicie dzikie miejsce, a jednak dojrzeć można było wydzielone alejki
zasadzone rośliny, wijące się sznury podlewające teren, stare studnie, niezwykłe kwitnące bananowce